Bp Greger w Karmelu: Czuwajcie, bo nie znacie dnia ani godziny!

  • 10 sierpnia 2017, Mateusz Kierczak

„Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny” – apelował bp Piotr Greger, który 9 sierpnia przewodniczył uroczystej Mszy św. w oświęcimskim Karmelu z okazji 75. rocznicy śmierci św. Teresy Benedykty od Krzyża i jej liturgicznego wspomnienia.

W homilii biskup przytoczył fragment Jezusowej przypowieści o pannach roztropnych i nierozsądnych. „To jest obraz mówiący o tym, że przygotowanie do spotkania z Chrystusem, wprowadzającym do domu Ojca, jest związane ze ściśle określoną postawą człowieka” – wyjaśnił, podkreślając, że chodzi tu o wierność Bogu, o zachowanie czujności, ową ewangeliczną gotowość i o zrozumienie swojego miejsca w historii. „A wszystko sprowadza się do jednego: właściwego i poprawnego odczytywania tego, co nazywamy życiowym powołaniem. Dziś nie mamy wątpliwości, że życie św. Teresy Benedykty od Krzyża było kroczeniem po drogach coraz bardziej odkrywanego powołania. Nikt z nas nie jest autorem ani reżyserem swojego powołania, my scenariusza powołania nie piszemy” – kontynuował, zaznaczając, że wybór drogi Bożego powołania często zdecydowanie odbiega od ludzkich przewidywań. „Teresa całe swoje życie poświęciła poszukiwaniu prawdy. Szukała tej optymalnej drogi życia, powołania, a tymczasem na tej drodze Pan Bóg ją odnalazł i zaprosił na drogę życia w chrześcijaństwie” – mówił i przypomniał dzień, gdy św. Edyta Stein podjęła decyzję przekroczenia furty klasztoru karmelitańskiego.

„Pan Jezus chce nam przekazać w tym obrazie własną myśl, nieco inaczej przedstawia weselny zwyczaj przyprowadzenia oblubienicy do Pana Młodego. Tu oczekiwany jest oblubieniec, a o oblubienicy nawet się nie wspomina” –  zwrócił uwagę kapłan dodając, że w przykładzie tym zdarzyło się coś absolutnie niezwykłego – spodziewany oblubieniec się opóźnił. „Wobec tej zaskakującej sytuacji czekające panny z weselnego orszaku zmęczone i znużone zasnęły. Nie wszystkie były przygotowane, aby z chwilą pojawienia się opóźnionego oblubieńca na nowo zapalić swoje lampy i wejść na weselną ucztę. Połowa z nich nie zdała egzaminu. Pięć panien rozpaczliwie szukało ratunku by zakupić oliwę i zaprawić swoje kaganki. W czasie nieobecności nadszedł pan młody i zabrał na ucztę te pięć panien czuwających. I drzwi zamknięto” – podkreślił i zauważył, że obraz zamkniętych drzwi symbolizuje ludzki dramat. „Na końcu się wydaje, że można zapukać, można wołać, można się powołać na swoją znajomość z oblubieńcem. Ale odpowiedź jest bardzo zdecydowana ‘zaprawdę powiadam wam, nie znam was’. Rozminęliście się ze swoim czasem, nie rozpoznaliście tego momentu swojego życiowego powołania” – kontynuował, tłumacząc, że ten pełen dramaturgii obraz ma uwrażliwić każdego człowieka, aby nie zmarnował szansy i swojego czasu, który już nigdy nie powróci. „To jest wezwanie do tego, aby całą swoją uwagę skupić w perspektywie czekającej nas wieczności. To jest synonim zjednoczenia z Bogiem na wieki i to jest sens, istota i cel życiowego powołania każdego człowieka” – tłumaczył, podkreślając, że sekwencja  ‘zaprawdę powiadam wam, nie znam was’ to przestroga. „Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny” – wołał, dodając, że, mimo iż jest w człowieku pragnienie czuwania, chęć, determinacja, jednak często brakuje konsekwencji.

Biskup przedstawił chrześcijański model czuwania, na który składają się dwa elementy. Pierwszy uwrażliwia na to, aby zachować szczególną ostrożność w spotkaniu z różnymi przejawami świata rządzonego przez ciemności. Zaznaczył, że na Chrystusowej drodze powołania człowiek może być nie raz zaatakowany przez zło i że jest to niebezpieczeństwo, które rodzi potrzebę szeroko otwartych oczu i roztropnego zachowania, aby nie wpaść w zastawione przez zło sidła. Drugi kierunek prowadzi do poddania się Bożej Łasce, która czasem działa w sposób zaskakujący. „Bez względu na formę, zawsze jest to zbawcza interwencja Boga, której nigdy nie możemy do końca przewidzieć. Raz przychodzi w innym człowieku, innym razem ukryta jest w spisanym słowie, jeszcze innym razem dociera do nas przez różnego rodzaju wydarzenia. Jest to swoisty język Pana Boga”  – wyjaśnił i podkreślił, że aby jakimś językiem móc się porozumieć, trzeba się go najpierw jego nauczyć. Na koniec kapłan zastanawiał się nad spojrzeniem człowieka na mijający czas. „To jest dla nas tajemnica, to są kompetencje Pana Boga, który jest Panem Historii i nie do nas należy wartościowanie tego czasu który przemija, ale należy do nas to, aby ten czas był okresem gotowości i czujności. I czuwania, aby te nasze lampy, które Pan Jezus nam dał, nie zgasły. Bo trzeba mieć wystarczającą ilość siły, aby powstać i dołączyć do weselnego orszaku. Trzeba tak żyć, czego przykładem jest św. Edyta Stein, by nie podzielić losu panien, które wskutek braku roztropności musiały doświadczyć tragedii zamkniętych drzwi” – zaapelował na koniec.

Wraz z biskupem przy ołtarzu modlili się m.in.: ks. Jan Nowak – dyrektor Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu, ks. Manfred Deselaers z Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu, ks. Józef Niedźwiedzki proboszcz parafii św. Maksymiliana w Oświęcimiu i dziekan dekanatu oświęcimskiego, ks. Dariusz Bartocha SDB z inspektorii krakowskiej salezjanów, o. Piotr Cuber OFMConv z Centrum św. Maksymiliana w Harmężach oraz ojcowie karmelici bosi.

Wcześniej wielu zgromadzonych wiernych wraz z duchowieństwem uczestniczyło w Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu w spotkaniu i rozważaniach na temat „Jak wczuć się w Auschwitz” oraz otwarciu wystawy fotografii „Auschwitz dzisiaj“ – prac zmarłego 2 lata temu Martina Blume. Artysta starał się sfotografować Auschwitz w taki sposób, aby dla oglądających zdjęcia te stały się podróżą w tajemnice Auschwitz, pomostem pomiędzy „dzisiaj” i „wtedy”, a także pomiędzy „tu” i „tam” – dotykając transcendencji, a zarazem świadomie respektując granice możliwości wczucia się w dramat ludzi, dla których doświadczenie Auschwitz nie było niczym nie zapośredniczone.

Gościem uroczystości była Hanna Ulatowska – jako dziecko uwięziona w Birkenau, obecnie profesor na Uniwersytecie w Dallas, Teksas USA, zajmująca się zaburzeniami komunikacji. Podzieliła się ona przemyśleniami na temat znaczenia wczucia w realiach obozowych oraz zaprezentowała wyniki swoich badań nad traumami byłych więźniów. Przybliżyła także zagadnienie długoterminowych śladów doświadczenia Auschwitz.

Edith Stein urodziła się 12 października 1891 roku w zamożnej rodzinie żydowskiej na wrocławskim Ołbinie. Była najmłodszym z jedenaściorga dzieci wrocławskiego handlarza drzewem, Zygfryda. Po śmierci ojca dom prowadziła matka, Augusta. W 14. roku życia Edyta zadeklarowała, że jest ateistką. Studiowała na Uniwersytecie Wrocławskim germanistykę i historię. Od 1912 r. studiowała w Getyndze pod kierunkiem słynnego fenomenologa Edmunda Husserla. Obroniła u niego rozprawę doktorską „O zagadnieniu wczucia”.

Dzięki spotkaniu z niemieckim filozofem, Maxem Schelerem, zaczęła się interesować katolicyzmem. Kolejne doświadczenia, w tym śmierć znajomego Adolfa Reinacha, sprawiły, że Stein przeżyła nawrócenie. Prawdziwą inspirację stanowiła też lektura autobiografii hiszpańskiej mistyczki św. Teresy z Avila.

1 stycznia 1922 r. przyjęła chrzest w Kościele katolickim. 14 października 1933 r. wstąpiła do Karmelu w Kolonii i przyjęła imię Teresa Benedykta od Krzyża. Jako karmelitanka bosa napisała pracę poświęconą św. Janowi od Krzyża pt. „Wiedza Krzyża”.

W obliczu narastających prześladowań Żydów na przełomie 1938 i 1939 roku została przeniesiona do Holandii. W 1942 r. podczas masowego aresztowania holenderskich Żydów nie ominięty został także klasztor sióstr karmelitanek w Echt. Edyta Stein została aresztowana. Miała wtedy powiedzieć swojej siostrze Róży: „Chodź, idziemy cierpieć za swój lud”. Prawdopodobnie 9 sierpnia została zagazowana w Auschwitz. Jej ciało zostało spalone.

Jan Paweł II ogłosił Edytę Stein błogosławioną w czasie swej pielgrzymki do Niemiec 1 maja 1987 r. w Kolonii, a świętą – 11 października 1998 r. w Rzymie. Rok później ogłosił ją współpatronką Europy. W Lublińcu, który był jej ukochanym miastem, znajduje się Muzeum św. Edyty Stein oraz kościół pod jej wezwaniem.

Kamilla Frysztacka