Wiadomości z Iquitos

  • 7 lipca 2017, Mateusz Kierczak

Witam bardzo serdecznie.

Minęło kilka dobrych tygodni, kiedy ostatni raz pisałam, co u nas w jadłodajni słychać. Pracy jest bardzo dużo, więc i sił często brakuje. Nadal współpracuję ze studentami, a z nimi trzeba po prostu cały czas być i im pomagać. Po prostu, jak to się mówi, trzeba mieć wszystko na oku.

Podopieczni nam rosną, a jak są małe dzieci – małe problemy; duże dzieci – duże problemy. Kilkoro naszych nastolatków w tym roku pożegnało się z jadłodajnią i niestety także ze szkołą. Widać, że problemy rodzinne ich przerastają i sobie z nimi zupełnie nie radzą. Tak więc, przyjęliśmy w marcu bardzo dużo nowych dzieci i jest nas ponad 60 osób. W tym 16 przedszkolaków, przy których jest najwięcej pracy i 16 nastolatków, z którymi są największe problemy. Reszta to dzieci z podstawówki, które trzeba mieć cały czas na oku, bo nie wiadomo, w którym momencie coś „interesującego” przyjdzie im do głowy. Jak na przykład dwójce piątoklasistów zachciało się chodzić na wagary.

W zeszłym miesiącu udało się zrobić wszystkim dzieciom badania krwi, w czasie których okazało się, że większość ma anemię, a niektórzy w stadium bardzo zaawansowanym. Porównując badania z zeszłym rokiem to wyniki się bardzo pogorszyły. Mam świadomość, że niestety przez menu, jakie podajemy dzieciom. Wcześniej zawsze robiliśmy surówki do obiadu, raz w tygodniu zupę ze wszystkich warzyw i na deser kupowaliśmy owoc dla każdego. Niestety ostatni rok już nam na to nie pozwolił. Najpierw były strajki na rzekach i

statki nie dopływały, a wszystko to za wyciek ropy i zanieczyszczenie środowiska we wioskach przez koncerny naftowe. Później wielka powódź w Peru, w czasie której nie było warzyw i owoców. Ceny wszystkich produktów spożywczych urosły kilkakrotnie i utrzymywały się przez kilkanaście tygodni, co w efekcie dało możliwość handlowcom do ich pierwotnego zawyżenia. Jak to można powiedzieć, po prostu wszystko zdrożało, a pieniążki na jedzenie takie same. Na szczęście dzięki moim wspaniałym kucharkom wiążemy koniec z końcem tak, aby wszystkie dzieci mogły chociaż ten jeden posiłek ciepły zjeść.

Pan Bóg nad nami cudownie czuwa i tak już ósmy rok, jak pomagamy dzieciom i młodzieży pokonać codzienne problemy i sprawić, że w ich sercu gości pokój a na buziach uśmiech. Za waszą modlitwę i pamięć o nas każdemu z osobna bardzo dziękujemy.

 

Gabi