58. rocznica śmierci Zofii Kossak-Szatkowskiej

  • 10 kwietnia 2026, Robert Karp

Uroczystości upamiętniające 58. rocznicę śmierci Zofii Kossak-Szatkowskiej – wybitnej pisarki, uczestniczki Powstania Warszawskiego i jednej z najważniejszych postaci polskiej literatury XX wieku – odbyły się 9 kwietnia 2026 r. w Górkach Wielkich. Obchody rozpoczęły się Mszą św. pod przewodnictwem proboszcza parafii ks. Romana Berke w kościele pw. Wszystkich Świętych. Po liturgii uczestnicy wysłuchali wykładu. pt. „Naglące wołanie. Z Warszawy do Górek Wielkich”, który wygłosiła prof. Krystyna Heska-Kwaśniewicz.

Prelegentka zaznaczyła, że choć punktem wyjścia jest postać pisarki, to w centrum opowieści znajdzie się niepozorny obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, znajdujący się dziś w kościele ojców franciszkanów pw. św. Jana Sarkandra. – Wisi wysoko, nieco pociemniały, łatwy do przeoczenia. A przecież jego dzieje są tak niezwykłe, że mogłyby stać się scenariuszem filmu – podkreśliła.

Profesor przypomniała najpierw kontekst życia Zofii Kossak w Górkach Wielkich – czasu, który sama pisarka uważała za jeden z najważniejszych i najpełniejszych w swoim życiu. To tutaj, po osobistych tragediach, odnalazła względny spokój, założyła rodzinę i stworzyła swoje najwybitniejsze dzieła, w tym utwory nominowane do Nagrody Nobla. Ten okres przerwał wybuch II wojny światowej, który zmusił ją do ucieczki i wejścia w rzeczywistość konspiracyjnej Warszawy.

Szczególne miejsce w wykładzie zajęła opowieść o wydarzeniu, które stało się kanwą opowiadania „Naglące wołanie”. Prelegentka przywołała niemal krok po kroku sytuację z okupowanej stolicy: spieszącą się na konspiracyjne spotkanie pisarkę, zimowy dzień i nagłe, trudne do wyjaśnienia doświadczenie – jakby ktoś ją wołał. – Zatrzymała się. Nikogo nie było. A jednak to wołanie powracało – relacjonowała.

To właśnie ono zaprowadziło bohaterkę do sklepu z dewocjonaliami, gdzie jej uwagę przykuł obraz – z artystycznego punktu widzenia niemal bezwartościowy. Jak podkreśliła profesor, opis zawarty w opowiadaniu pełen jest kontrastów: z jednej strony nieudolność wykonania, wręcz naiwność przedstawienia, z drugiej – niezwykła siła spojrzenia Maryi. – Pędzel był nieudolny, ale modlitwa skrzydlata – cytowała słowa, które stały się kluczem interpretacyjnym całej historii.

Prelegentka zwróciła uwagę, że bohaterka – świadoma, wykształcona, obeznana ze sztuką – nie była podatna na łatwe wzruszenia. Tym bardziej zastanawiające było jej uporczywe powracanie pod wystawę sklepu i rosnące przekonanie, że musi ten obraz zdobyć, mimo skrajnej biedy i sprzeciwu najbliższych. – To zachowanie wykraczało poza logikę. Sąsiadki mówiły wprost: obłęd – zaznaczyła.

Moment zakupu obrazu – możliwy dzięki niespodziewanemu spotkaniu z zaprzyjaźnionym księgarzem – stał się punktem zwrotnym. Jeszcze tej samej nocy sklep został zniszczony podczas bombardowania. – W tym miejscu kończy się opowiadanie, ale zaczyna się jego głębszy sens – zauważyła profesor. – Bo okazuje się, że to nie tylko ona ocaliła obraz, ale i obraz ocalił ją – zaakcentowała.

Pani profesor ukazała niezwykłą drogę wizerunku, który towarzyszył pisarce w najtrudniejszych momentach życia: w ucieczce z Warszawy, w drodze przez zniszczony kraj, a później na emigracji. Obraz stał się dla niej nie tylko pamiątką, ale znakiem – obecności, opieki i tajemnicy.

Szczególne poruszenie wśród słuchaczy wzbudziła opowieść o wydarzeniu w Szwajcarii, przywołana na podstawie relacji córki pisarki. W chwili, gdy stan zdrowia Zofii Kossak gwałtownie się pogorszył, obraz niespodziewanie spadł ze ściany, mimo że nie było ku temu widocznej przyczyny. – Jakby ponownie odezwało się to samo naglące wołanie – zauważyła prof. Krystyna Heska-Kwaśniewicz.

Ostatecznie, po latach wędrówki przez Warszawę, Częstochowę, Anglię i Szwajcarię, obraz powrócił do Górek Wielkich. Został przekazany przez córkę pisarki jako osobisty dar dla powstającego kościoła franciszkanów.

Dalsza część uroczystości odbyła się na cmentarzu parafialnym. Przedstawiciele IPN, powiatu cieszyńskiego i samorządu Brennej modlili się przy grobie Zofii Kossak oraz jej ojca Tadeusza Kossaka. Złożono kwiaty i przypomniano jego zasługi jako żołnierza walczącego o wolność i niepodległość Polski.

Śp. mjr Tadeusz Kossak (1857-1935) był synem słynnego malarza Juliusza Kossaka i Zofii z Gałczyńskich. Zaangażowany w sprawy polskie już w 1906 r. został aresztowany i osadzony w twierdzy Dęblin. Po zwolnieniu został zmuszony do sprzedaży majątku. Przeniósł się na Wołyń. Po rewolucji bolszewickiej, pozbawiony dachu nad głową, wyjechał do Krakowa, gdzie wstąpił do Wojska Polskiego. Początkowo służył w 2. pułku ułanów korpusu dowodzonego przez gen. Józefa Dowbora-Muśnickiego. W 1918 r. udał się ze szwadronem ułanów pod Białystok i Lidę. 8 marca 1919 r. wziął udział w bitwie pod Możejkowem, za którą otrzymał Krzyż Wojenny Orderu Virtuti Militari; następnie brał udział w bitwie pod Pokosami i w dalszej kompanii, za co otrzymał Krzyż Walecznych. W następnych latach był również uczestnikiem wojny polsko-bolszewickiej. W 1922 r. wraz z żoną Anną z Kisielnickich osiadł w Górkach Wielkich, gdzie pozostał aż do śmierci. 3 lipca 1935 r. spoczął na cmentarzu góreckiej parafii pw. Wszystkich Świętych. Jego miejsce spoczynku 27 marca 2026 r. zostało włączone pod numerem 12891 do ewidencji grobów weteranów walk o wolność i niepodległość Polski.

fot. Monika Jaworska/Niedziela na Podbesikdziu