Bielsko-żywieccy pielgrzymi na Jasnej Górze

  • 12 sierpnia 2019, Robert Karp

Na Jasną Górę w 28. pieszej pielgrzymce diecezji bielsko-żywieckiej pod szczyt jasnogórski w niedzielę, 11 sierpnia, wkroczyło 2 461 pątników. Tradycyjnie wyruszyli z pięciu miast: 6 sierpnia z Andrychowa, Bielska-Białej i Cieszyna, a 7 sierpnia z Czechowic-Dziedzic i Oświęcimia. Z Andrychowa wyruszyła także jedna, licząca 124 uczestników, grupa rowerowa. W zależności od miejsca wyjścia pątnicy pokonali 150-170 km w ciągu 5-6 dni.

Pielgrzymowali pod hasłem: „W mocy Bożego Ducha idziemy do Matki”. Kierownikiem pielgrzymki był ks. Damian Koryciński. W pątniczej posłudze wspierało go 25 księży, 7 kleryków oraz 6 sióstr zakonnych. Najmłodszą pątniczką była 3,5 miesięczna Zuzia, najstarszym pątnikiem 86-letni Mieczysław, który pieszo pokonał całą trasę.

Ks. Damian Koryciński, nawiązując do tegorocznego hasła pielgrzymki, wyjaśnił, że w drodze pątnicy rozważali tajemnicę osoby Ducha Świętego, który jest nam dany w czasie chrztu świętego i bierzmowania. „Mówiliśmy o tych sakramentach, mówiliśmy o darach Ducha Świętego, o owocach Ducha Świętego i oczywiście tak, jak mówi hasło, patrzyliśmy na Maryję, jako na Tę, która dała Jezusa, a Chrystus daje nam z Ojcem Ducha Świętego” – stwierdził.

„Wszyscy organizatorzy poszczególnych grup zauważamy ogromną, w porównaniu z poprzednimi latami, liczbę rodzin z dziećmi” – podkreślił ks. Koryciński. „Jest bardzo dużo dzieci, a kiedyś jak było jedno dziecko w grupie, to było wielkie wesele. W jednej z grup szła rodzina z dziesięciorgiem dzieci. Myślę, że to jest odezwa Ducha Świętego działającego w nas na to wszystko, co się dzieje. Duch Święty chce pokazać, że rodzina jest piękna. Rodzina, czyli mama, tata i dzieci, i ta rodzina powinna być chrześcijańska, budowana na Ewangelii, z chrześcijańskimi wartościami. Pielgrzymka przeżywa swój kryzys, jest spadek w liczbach, ale jest nadzieja, że te dzieci będą przyszłością pielgrzymki, przyszłością Kościoła i Ojczyzny” – podkreślił kapłan.

U stóp Jasnej Góry pielgrzymów witał bp Piotr Greger, biskup pomocniczy diecezji bielsko-żywieckiej. Duchowny przyznał, że zawsze przybywa na Jasną Górę w dniu powitania pątników z uczuciem radości i spełnionych nadziei”. „Chociaż wiem, że trud pielgrzymów, którzy pokonywali trasę przez pięć ostatnich dni, był znaczny” – dodał bp Greger w rozmowie z Biurem Prasowym Jasnej Góry. „Szukałem motywów tego pielgrzymowania, przygotowując się do homilii i wiem, że różne są te motywy. Jedni idą z poczucia serca, potrzeby modlitwy, inni idą z tytułu pokuty, inni w charakterze wynagradzającym. Są też tacy, może nieliczni, którzy zostali zaproszeni przez tych, którzy już byli, mam tu na myśli młodzież, dzieci, dlatego mamy co roku sporą grupę tych, którzy są po raz pierwszy, ale nie ostatni, bo jak sami później dają świadectwo, zmęczenie mija, łaska zostaje. Całe doświadczenie tego pielgrzymowania, to jest taki bakcyl, który się łapie i on później procentuje w kolejnych latach” – przyznał.

„To jest szczególny czas rekolekcji, rekolekcji w drodze, a każde rekolekcje mają wtedy sens, kiedy przynajmniej chociaż trochę przemieniają człowieka. Tej przemiany im życzę, oby ona nie była chwilowa i krótkotrwała, ale była procesem, który potrwa dłużej i będzie pewnym zaczynem zapraszania do kroczenia w tej drodze kolejnych pokoleń” – powiedział bp Greger.

„Z sanktuarium Matki Bożej Bolesnej z Hałcnowa w Bielsku-Białej przychodzimy tutaj, do tego najpiękniejszego miejsca, do naszej Mamy, Królowej Polski” – zaznaczył ks. Marcin Pomper, jeden z koordynatorów pielgrzymki. „Wielkie szczęście, że od 19. lat prowadzę tą grupę, czyli górali żywieckich, ale są pośród nas także mieszkańcy Śląska Cieszyńskiego, więc chodzi o dwa rejony. Jest ta siła góralska, ta prostota modlitwy wiary, zaufania Panu Bogu i ta radość, ten entuzjazm” – dodał.

„Przez sześć dni przygotowujemy się do tego, żeby, jak tutaj przyjdziemy, wejść z taką radością i entuzjazmem, dzieląc się tym świadectwem i pokazując wszystkim, że człowiek wierzący, to człowiek radosny, pogodny, normalny, mający różne trudności, ale ta prostota, zaufanie, wiara pomagają to wszystko przetrzymać, przezwyciężyć. Tego też uczy nas pielgrzymka. Nieraz jest trudno, bolą nogi, są odciski, ale wchodzimy tu z taką radością, co pokazaliśmy tym śpiewem” – podkreślił ks. Marcin.

„Pielgrzymujemy po raz pierwszy w komplecie, ja, moja żona Bożena, i moje córki Marysia i Hania” – mówi Łukasz. „Przeszliśmy całą drogę i bardzo cieszymy się, że nam się udało. Najważniejsza jest siła woli, żeby codziennie rano wstać. Obawy były, czy pierwszy dzień nie był ostatnim, ale dzięki pomocy Maryi udało się” – zaznaczył.

Od kilku lat w prowadzonej przez salwatorianów grupie św. Kingi licznie pielgrzymują Węgrzy. Grupę w ich ojczystym języku powitał przeor Jasnej Gry o. Marian Waligóra.

O godz. 13.30 rozpoczęła się Msza św. na zakończenie pielgrzymki pod przewodnictwem i z homilią bpa Piotra Gregera. Słowa powitania w imieniu ojców i braci paulinów wypowiedział o. Jan Poteralski, podprzeor Jasnej Góry.

rk, o. Stanisław Tomoń BPJG