Laureaci „Nagrody św. Maksymiliana Marii Kolbego”: to potwierdzenie wyboru Pana Boga

  • 10 stycznia 2021, Robert Karp

„Mieliśmy wątpliwości, co do naszej posługi, bo niekiedy bywało trudno, ale w naszym posłaniu zawsze umacniał nas Bóg” – przyznają Tadeusz i Mirosława Budzichowie – małżeństwo wędrownych katechistów Drogi Neokatechumenalnej, którzy zostali tegorocznymi laureatami „Nagrody św. Maksymiliana Marii Kolbego” w diecezji bielsko-żywieckiej.

„Na zewnątrz może to inaczej wygląda, ale wewnątrz, w naszej rodzinie, miałem wiele razy sporo wątpliwości w stosunku do posługi katechisty. Niejeden raz chcieliśmy już wracać do domu. Zostawiliśmy tam piękne mieszkanie z widokiem na morze. Miałem pracę, swoją firmę, dobre zarobki. Kiedy dotykała nas kruchość życia codziennego, zawsze odzywały się wspomnienia i chęć powrotu, zostawienia tego wszystkiego. Jednak w tym wszystkim widziałem, jak Bóg był mocny, jak pokonywał wszystkie trudności i przeszkody” – opowiada i podkreśla, że przyznane wyróżnienie jest swoistym zwieńczeniem tych kryzysów i problemów, jakie przeżywali.

„Nie zasłużyłem na tę nagrodę. Ona przypomina, że to wszystko miało sens, że to nie było dziełem przypadku. To potwierdzenie wyboru Pana Boga, który powołał nas do tej ewangelizacji” – dodaje katechista, który 30 lat temu przyjechał z żoną i dziećmi na Śląsk, by głosić Dobrą Nowinę tym, którzy oddalili się od Boga i Kościoła. Zamieszkali na jednym z bielskich osiedli. Wychowali siedmioro dzieci. Zaczęli tworzyć i rozwijać wspólnoty neokatechumenalne w diecezji.

„Prawdziwą gratyfikacją dla mnie jest patrzeć na braci ze wspólnot, widzieć, jak ich życie się zmienia, jak próbują postępować po chrześcijańsku. Chodzi o to, by przyjmować codzienny krzyż, otwierać się na życie, przebaczać swoim wrogom, żyć w tym dzisiejszym świecie, który po ludzku jest pełen niepokoju i trudności, z wiarą, z chrześcijańską nadzieją. Nadzieją, że nad tym, co nas spotyka – wobec czasu pandemii i obostrzeń – czuwa Pan Bóg, a historia tego świata nie wymknęła Mu się spod kontroli” – wyjaśnia i wskazuje na piękne „orędzie miłości Boga w czasach trudnych”.

Mirosława Budzich tłumaczy, że pandemia nie sparaliżowała wysiłków ewangelizacyjnych wspólnot neokatechumenalnych. „Spotykaliśmy się online na Liturgii Słowa. Znajdowaliśmy nawet kapłanów w Rzymie, którzy na naszej wspólnocie odprawiali Eucharystię. Zgłaszali się księża gotowi modlić się z nami na zoomie” – opowiada.

„Osobiście jestem wdzięczna Panu Bogu za tę pandemię, bo ona też pokazała serca ludzi i dała nam wiele dobrego. Bracia zaczęli bardziej dbać o siebie i osoby starsze. Wszystkie nasze staruszki dostały laptopy, wytłumaczono im, jak się to wszystko włącza, bo to i dla mnie jest bardzo trudne. Nikt nie został bez pomocy. Wykorzystywaliśmy te krótkie momenty, kiedy było nieco łatwiej i robiliśmy katechezy” – wspomina Mirosława Budzich, zaznaczając, że aby zachować zasady bezpieczeństwa, zamiast jednej odbyły się w Adwencie cztery katechezy dla członków Drogi Neokatechumenalnej w diecezji.

„Przeżyliśmy Covida oboje z mężem w bardzo trudny sposób. Otarliśmy się o śmierć. Gdy Pan Bóg kolejny raz darował nam życie, odczułam za to ogromną wdzięczność” – dodaje, iż zaznacza, że poprzez chorobę uświadomiła sobie, że trzeba dobrze wykorzystać krótki czas, jaki człowiek ma na głoszenie Słowa.

„Nie czuję, żeby pandemia coś mi zabrała. Wręcz przeciwnie, spotykaliśmy księży, którzy w czasie naszej choroby byli gotowi przynosić Najświętszy Sakrament, chętni nas wyspowiadać. Okazali się prawdziwymi pasterzami. To są momenty, które kolejny raz pokazują, że nie jestem anonimowa w Kościele, lecz mam opiekę i pasterzy” – wyjaśnia, a w kontekście otrzymanej nagrody przypomina słowa św. Pawła z Listu do Galatów: „co do mnie, to nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego, Jezusa Chrystusa”.

„Przypominam sobie, jak nas wyrzucano, proboszczowie zamykali przed nami drzwi. Pamiętam, jak chodziliśmy bez pieniędzy po warszawskiej Pradze, takim polskim Bronxie, gdy wyrzucano nas, jak spaliśmy na dworcu. Nie mieliśmy co jeść, więc żebraliśmy. Ci, którzy nas przyjmowali, to ludzie ubodzy. Widziałam, że te odrzucenia to największy prezent od Boga. To, że gdzieś tam na kartonach wśród przestępców mogłam głosić Słowo, jest perełką, której mi nikt nie zabierze. To naprawdę przybliżało mnie do Jezusa Chrystusa” – zaznacza.

„Mam nadzieję, że Pan Bóg do końca życia pozwoli mi chlubić się z Jego krzyża” – mówi. Otrzymaną nagrodę dedykowała śp. ks. prałatowi Zbigniewowi Powadzie, byłemu proboszczowi bielskiej katedry, który przed laty zdecydował się przyjąć członków Drogi Neokatechumenalnej i użyczył im parafialnych pomieszczeń do modlitwy i ewangelizacji.