Pogrzeb kęckiego krwiodawcy, który odmówił strzelania do Czechów

  • 15 maja 2019, Robert Karp

Kapłani i wierni pożegnali 14 maja 2019 r. w Kętach  zmarłego Mariana Kowalczyka, wieloletniego gospodarza wspólnoty parafialnej, prezesa parafialnego klubu Honorowych Dawców Krwi. To m.in. dzięki jego zaangażowaniu w kęckiej wspólnocie pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa powstał przed 20 laty i nadal działa jeden z najprężniejszych w Polsce klubów krwiodawców w Polsce. Zmarły w wieku 73 lat działacz w przeszłości odmówił strzelania do Czechów podczas interwencji w czasie „Praskiej Wiosny”. Zapłacił za to wysoką cenę, ale, jak zaznaczył jeden z kapłanów modlących się nad trumną, ocalił sumienie.

W czasie uroczystości pogrzebowych z udziałem licznych kapłanów, wiernych, najbliższej rodziny, krwiodawców z regionu oraz władz samorządowych, proboszcz parafii ks. Jerzy Musiałek ujawnił publicznie nieznane dotąd fakty nt. zmarłego. Jak wspomniał, Marian Kowalczyk marzył o karierze wojskowej i w przeszłości podjął studia w szkole oficerskiej we Wrocławiu. Gdy Ludowe Wojsko Polskie na rozkaz komunistycznych władz rozpoczęło w 1968 roku interwencję w Czechosłowacji st. chorąży Kowalczyk odmówił strzelania do Czechów i zakazał robienia tego podwładnym żołnierzom.

„Za to groziła kula w łeb. Został zdegradowany, Jaruzelski zerwał mu wojskowe pagony i zdegradował. To był trudny moment w jego życiu. Po ludzku przegrał, bo stracił honory wojskowe i zagubił się w życiu. Był jednak człowiekiem sumienia, słuchał głosu Boga, dzięki łasce Bożej podniósł się i żył z Bogiem” – podkreślił ks. Musiałek i zauważył, że ostanie 22 lata Marian Kowalczyk przeżył jako człowiek wolny. „Dużo dobrego zrobił dla parafii, Kościoła, ojczyzny, społeczeństwa. Człowiek o wielkim sercu, skromny, dyskretny, pracowity. Przeżył w małżeństwie 49 lat” – podsumował. „Gdy patrzę na historię życia śp. Mariana, choć w całości jej nie znam, to widzę, jak Bóg bardzo kocha każdego człowieka i szuka tej zagubionej owieczki, nigdy z niej nie rezygnuje. Bóg jest ciągle przy człowieku i podaje mu wiele razy pomocną dłoń” – dodał.

Szczególnie wzruszająco zabrzmiały słowa pożegnania s. Angeli, zakrystianki, która przywołała postać śp. Mariana, troszczącego się o bieżące sprawy wspólnoty, nieustannie gotowego pomagać innym. „Marian, trzeba przywieźć kwiaty, pojedziesz ?”– pytała retorycznie zmartwychwstanka nad trumną nieżyjącego współpracownika.

Kazanie podczas Mszy św. wygłosił ks. Jerzy Leśko, były proboszcz kęckiej parafii na osiedlu mieszkaniowym, inicjator powstania parafialnego klubu krwiodawców. Kapłan przypomniał, jak w 1997 roku, gdy Podbeskidzie nawiedziła powódź, Kowalczyk zaangażował się w dzieło niesienia pomocy poprzez dar krwi. Oddawanie krwi stało się w mieście nad Sołą tradycją. Klub parafialny wsławił się przed laty akcją, podczas której 518 osób oddało 233 litry krwi. Było to największe tego typu przedsięwzięcie w Europie. Co roku kęccy krwiodawcy zbierają ponad 200 litrów drogocennego daru ratującego życie.

Marian Kowalczyk był także zaangażowany we wspólnotę AA, pisał dla parafialnej gazetki „Głos Serca”.

Zmarł 11 maja br.