Śp. ks. Marek Kulig – skromny, mądry kapłan, pełen cichego cierpienia

  • 12 lutego 2020, Robert Karp

„Nigdy nie mówił o swojej chorobie. Był dla mnie nauczycielem miłości do rodziców. Skromny, mówił, że jest tylko po zawodówce, a przecież było w jego postępowaniu tyle mądrości, tyle oddania Panu Bogu” – wspominał śp. ks. Marka Kuliga podczas Mszy św. żałobnej z kościele parafialnym w Simoradzu rocznikowy kolega i przyjaciel zmarłego w wieku 53 lat kapłana – ks. Dariusz Kowala. Eucharystii z udziałem kilkudziesięciu kapłanów przewodniczył bp Roman Pindel.

W modlitwie podczas Mszy św. żałobnej w simoradzkim kościele św. Jakuba udział wzięła najbliższa rodzina zmarłego 8 lutego br. ks. Marka Kuliga i parafianie, którzy przyszli licznie pożegnać swego proboszcza.

„Staję przed trumną ks. Marka jako przyjaciel, który potrafi wśród różnych rzeczy zobaczyć dobro, jakie uczynił swym pięćdziesięciotrzyletnim życiem, dwudziestoma siedmioma latami swej posługi kapłańskiej. Wielu ludzi wyspowiadał, wielu przyprowadził do Chrystusa, odprowadził na wieczny spoczynek, wielu ludzi przyjął do wspólnoty Kościoła. Wielu, dzięki jego życiu i posłudze, jest dziś blisko Boga. Bogu niech będą dzięki za życie śp. Marka” – powiedział ks. Dariusz Kowala, zaznaczając, że ten z pozoru bardzo poważny duchowny, tryskał dowcipem i humorem.

Wcześniej proboszcz parafii w Puńcowie przypomniał historię życia zmarłego kolegi rocznikowego. Razem w maju 1993 roku przyjmowali w bielskiej katedrze święcenia kapłańskie z rąk bp. Tadeusza Rakoczego, pracowali w jednym czasie jako wikarzy w dwóch parafiach – na zastępstwie w Kozach i już dłużej, św. Barbary w Czechowicach-Dziedzicach.

„Tam właśnie ks. Marek dowiedział się o swej chorobie krwi. Podziwiałem go, kiedy znajdował zawsze czas i siły, by jeździć do Krakowa, by się leczyć” – wspominał kaznodzieja, opisując walkę ks. Marka ze śmiertelną chorobą.

Po tym, jak poczuł się lepiej wrócił z urlopu zdrowotnego i rozpoczął pracę w kolejnych parafiach. 3 lata temu został administratorem parafii w Simoradzu. Zaangażował się w posługę w ramach liturgii tradycji łacińskiej. Regularnie sprawował tzw. Msze św. trydenckie, w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego.

„Aż w końcu, tak niedawno, bo przed dwoma miesiącami, zasłabł. Już nie było dla niego ratunku. Dzień po dniu gasnął w oczach – wśród modlitw kapłanów, diecezjan, wśród swoich parafian” – powiedział ks. Kowala, dziękując wszystkim za ogromną troskę, jaką do końca był otoczony ks. Marek.

Za modlitwę podziękował na koniec dziekan dekanatu skoczowskiego ks. Ignacy Czader. Wspomniał m.in. o mamie kapłana, której, jak zaznaczył proboszcz parafii w Pogórzu, ks. Marek tak wiele zawdzięczał i którą jednocześnie się opiekował w jej chorobie.

Po Eucharystii odbyło się modlitewne czuwanie przy trumnie kapłana.

Pogrzeb odbędzie się 13 lutego o 14.00 pod przewodnictwem bp. Piotra Gregera.