Festiwal w Kokotku na finiszu

  • 14 lipca 2019, Robert Karp

„Oddajcie lejce waszego życia Duchowi Świętemu. Pewnie niejeden z nas spotkał się z tego typu zachętą do zawierzenia Bogu. Ale ja? Woźnica też?” – pytała Boga Monika Gomułka, której panieńskie nazwisko brzmi nie inaczej jak właśnie Woźnica. Jak się okazuje i ona została zaproszona do „jazdy bez trzymanki”.

Wielka piątka

Ma ją każdy z nas. Wystarczy wyciągnąć przed siebie prawą rękę i po kolei odliczyć – Bóg Jest Miłością, Kocha Ciebie – od tej prostej matematyki rozpoczęli swoją konferencję Monika i Marcin Gomułkowie. Żywe i prawdziwe dzielenie się swoim życiem, poprzez grzechy i słabości, do zaproszenia w swoją relację Boga. I choć to oni stali na scenie, to jak powiedzieli – “to wy, którzy siedzicie tu przed nami, tak naprawdę jesteście świadectwem, wasze uśmiechy są ogromnym świadectwem. To tylko kolejny przykład na to, że dobro szybko się rozprzestrzenia… jak ogień, zapala się jeden od drugiego”.

Młodzi małżonkowie wytknęli organizatorom Festiwalu Życia jeden podstawowy błąd – na wejściu do namiotu (a także na drzwiach każdego kościoła) powinien być napis: wstęp tylko dla grzeszników. Za rok obiecujemy się poprawić, choć mamy nadzieję, że każdy czuł się tu zaproszony. Walczyli o, jak sami mówią, czystość z odzysku. Wspierali się, choć momentami również nie rozumieli i wzajemnie prześladowali. W momencie, gdy w domu się nie przelewało, podjęli decyzję o wynajęciu drugiego pokoju, by przestać mieszkać razem przed ślubem. Uwielbiali Boga przy dźwiękach gitary w momencie, gdy lekarz stwierdził, że ciąża jest, ale serce niedorozwinięte. Dziś to piękne, zdrowe serce mieliśmy okazję zobaczyć jak biega po scenie w postaci małego Adasia, sięgającego po jabłko w wymownym momencie, gdy rodzice tłumaczyli wybór imienia dla synka. Jak to niejednokrotnie usłyszeliśmy z ust Marcina podczas tej godziny: Amen! Chwała Panu! Radujmy się!

Zbliżamy się ku końcowi

Stąd też więcej czasu wolnego, by móc go spędzić razem. Z weekendowej wolności korzystają też nasi znajomi i rodziny, by dołączyć do nas. Msza święta w samo południe przynosi owoc w postaci namiotu pękającego w szwach. A w powietrzu wisi atmosfera wyczekiwania wydarzeń wieczornych. Skoro drugi Festiwal Życia w Kokotku, to i finał był podwójny w postaci koncertu Małego TGD oraz Kuby Badacha z zespołem. Był taki moment, że ani jedna stopa nie zatrzymała się na parkiecie na dłużej niż to jest potrzebne, by odbić się do kolejnego wyskoku. Jaka to piosenka tak porwała publikę? To oczywiście „Góry do góry”, które nie obyły się bez bisu. Z kolei jazzowe klimaty Kuby Badacha były nastrojowym preludium do przywitania naszych honorowych gości. Tak, niektórzy przybywają dopiero w sobotni wieczór, cóż, lepiej późno, niż wcale. Generał – o. Louis Lougen OMI oraz prowincjał – o. Paweł Zając OMI wraz ze wszystkimi radnymi generalnymi obecnymi na Radzie Interkapitularnej w Obrze dołączyli do naszej festiwalowej wspólnoty wnosząc młodzieńczego ducha radości.

Skoro już o tej radości mowa, to każdy festiwalowicz wie najlepiej, że największa radość jest z wczesnego wstawania. Oficjalna pobudka na polu – tradycyjnie o 7 – ale śmiem twierdzić, że jutro o tej porze 99% uczestników będzie już dawno na nogach. Skąd takie przypuszczenia? Z prostego faktu, że wschód słońca jest o 4.50, a najlepiej ogląda się go na molo z prowincjałem – o. Pawłem.

Tekst i zdjęcia: Festiwalzycia.pl