Dzień Dziecka Utraconego na Złotych Łanach

  • 12 października 2020, Robert Karp

Kilka dni przed oficjalnym terminem w parafii na Złotych Łanach odbyły się 11 października 2020 r. obchody Dnia Dziecka Utraconego, kiedy Kościół modli się za rodziny, w których dzieci zmarły na skutek poronień, w trakcie porodu, w wyniku choroby bądź nieszczęśliwego wypadku.

Tegoroczne spotkanie na Złotych Łanach rozpoczął Różaniec za rodziców po stracie. Podczas modlitwy wymieniono imiona zmarłych dzieci – przesłane wcześniej smsami i drogą elektroniczną do organizatorki Małgorzaty Zimoń, współautorki książki „Poronienie. Ukoić ból”, która kilka lat temu zainicjowała coroczne modlitwy w bielskiej parafii w ramach Dnia Dziecka Utraconego.

Podczas Mszy św. w intencji osieroconych rodziców i dzieci zmarłych po narodzeniu zaproszony duszpasterz rodzin ks. Jarosław Ogrodniczak, który wielokrotnie towarzyszył rodzicom po stracie, zwrócił uwagę, jak ważna jest wiara w podejściu do tego trudnego doświadczenia.

„Kiedyś w literaturze spotkałem się z takim zaproszeniem na pogrzeb dziecka: zapraszamy was na świętowanie radości, która kosztuje nas tak wiele łez. To zaproszenie mogli napisać tylko ludzie głęboko wierzący. Radość, bo dziecko poszło do nieba, i łzy, ponieważ chodzi o stratę dziecka” – wyjaśnił proboszcz z parafii Świętej Rodziny w Piekarach Śląskich.

Duchowny prowadzi od kilkunastu lat kursy dla narzeczonych. Podkreślił, że ważnym elementem tych przygotowań jest m.in. uświadamianie przyszłym rodzicom, że dziecko nie jest ich własnością. „Ono jest własnością Pana Boga. Ono jest dane na jakiś czas: czy zdrowe, czy chore, czy żyło 3 miesiące, czy 3 lata, czy lat 80 – zawsze jest dane” – dodał, przypominając, że słowo Boże uczy człowieka o przemijalności, ale także o perspektywie wieczności, gdy dopiero na uczcie weselnej Bóg otrze łzy z naszych oczu.

„Tu nie chodzi o jakąś tanią pociechę, bo jak ktoś doświadcza straty, to przeżywa żałobę. Jednak w tych łzach powinniśmy patrzeć w światłość, którą jest Jezus Chrystus” – zachęcił kaznodzieja.

Po liturgii ks. Ogrodniczak wygłosił konferencję. Odwołał się do konkretnych doświadczeń związanych ze spotkaniami rodzin, które doświadczały straty dzieci – na skutek poronienia, choroby czy wypadków losowych. Często nawiązywał do tego, czego się dowiedział, gdy towarzyszył rodzicom w czasie rekolekcji „Trudne rozstania: w Domu Rekolekcyjnym Emaus w Koniakowie.

„Moje doświadczenie polega na towarzyszeniu w momencie straty dziecka lub potem. To ‘potem’ jest ważne” – zaznaczył, zwracając uwagę na to, że kobiety i mężczyźni przeżywają stratę inaczej. Jak wytłumaczył, czasami takie doświadczenie dzieli małżonków, ale bywa, że skłania to szczerych rozmów, które umacniają związek.

„Należy przeżywać żałobę, stratę, pozwolić płakać. Żałoba to czas, kiedy możemy wyrażać pretensje do Boga i świata, kiedy mamy prawo zachowywać się w pewien sposób nienormalnie, kiedy trzeba przeżyć swoje emocje, a nie ukrywać je – wskazał kapłan, przestrzegając przed pochopnymi słowami pocieszenia w czasie towarzyszenia rodzicom po stracie. „Proste odpowiedzi są jak kłamstwa” – wytłumaczył, odsyłając do mądrej i pokornej postawy starotestamentowego Hioba.

„Najpierw trzeba usiąść, popłakać, posłuchać i się nauczyć nie z książek, ale z życia” – poradził. „Może lepiej nie dawać żadnej odpowiedzi. Ale też nie unikać tematu” – kontynuował. „Czasami najwięcej, co możemy zrobić, to posłuchać” – dodał i zachęcił, by także korzystać z pomocy profesjonalnych terapeutów.

Swoimi doświadczeniami straty podzielili się niektórzy uczestnicy spotkania. „Syn chorował 10 lat. Miał 13 lat jak odszedł z tego świata, Pan Bóg wezwał go do siebie. Dziecko rosło, uczyło się, a jednocześnie umierało. To był rak skóry. Nie ma większego bólu dla matki, jak patrzeć na umierające dziecko. To ból nie do opisania” – opowiedziała Danuta. „Cierpienie mego syna zbliżyło mnie bardzo do Boga” – dodała.

Z kolei inna uczestniczka opowiedziała o doświadczeniu utraty na skutek poronienia swego kolejnego, piątego dziecka „Mamy pięć dziewczynek żyjących. Z każdym utraconym dzieckiem cierpię tak samo, choć mam wrażenie, że ludzie wokół współczują nam coraz mniej. Mimo wszystko widzę w tym doświadczeniu głęboki sens” – zwierzyła się.

Na koniec Małgorzata Zimoń przypomniała, że przy wapienickiej parafii św. Franciszka z Asyżu działa grupa wsparcia dla osób po stracie. Spotykającą się w trzecie wtorki miesiąca.