„Duchowa rEwolucja” w Kętach: Pan Bóg nigdy nie zmusza człowieka, zawsze zostawia wolność
W kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa w Kętach odbyło się 12 marca 2026 r. pierwsze w tym roku spotkanie młodych w ramach inicjatywy „Duchowa rEwolucja”. Wydarzenie, przygotowane przez dekanalnego duszpasterza młodzieży ks. Kamila Bywalca oraz ks. Piotra Iwanka, zgromadziło młodych ludzi pragnących wspólnie przeżyć czas modlitwy, świadectwa i spotkania z Bogiem.

Uczestników powitał dziekan kęcki i proboszcz parafii ks. Jerzy Musiałek. Gospodarz miejsca zachęcił do otwartości na to, co Bóg może uczynić w sercu każdego z uczestników podczas spotkania.
Pierwszym punktem programu było wspólne słuchanie słowa Bożego oraz krótkie kazanie ks. Kamila.

Istotnym elementem spotkania był dialog w formule Q&A z misjonarką Anią Olmą. W rozmowie z młodymi opowiadała ona o swoim doświadczeniu posługi na misjach, dzieląc się zarówno radościami, jak i wyzwaniami związanymi z pracą wśród ludzi żyjących w zupełnie innych warunkach kulturowych i społecznych. Podkreśliła, że misyjne powołanie nie kończy się wraz z powrotem do kraju.

Wytłumaczyła, że doświadczenia zdobyte na placówkach misyjnych uczą wrażliwości na drugiego człowieka oraz pomagają inaczej spojrzeć na codzienność. Młodzi pytali m.in. o to, jak wygląda zwyczajny dzień misjonarza, co najbardziej porusza podczas pracy z ludźmi w potrzebie oraz w jaki sposób można realizować ducha misji także w Polsce.

Ania Olma zwróciła uwagę, że każdy może być misjonarzem w swoim środowisku – wśród znajomych, na uczelni czy w miejscu pracy – poprzez świadectwo życia, życzliwość i gotowość do pomocy drugiemu człowiekowi.
Siostra Joanna Ciemięga ze Zgromadzenia Sióstr Albertynek opowiedziała z kolei o swojej drodze wiary, rozeznawaniu powołania oraz codzienności życia zakonnego. Historia jej powołania była procesem dojrzewającym przez kilka lat. Do zgromadzenia wstąpiła jako osoba dorosła, mając 27 lat. Zanim podjęła tę decyzję, przez dwa lata poznawała wspólnotę sióstr, odwiedzała klasztor i stopniowo rozeznawała swoje pragnienia.
– U sióstr czułam się jak w domu. Nie w tym rodzinnym, ale w takim miejscu, gdzie naprawdę jest bezpiecznie – mówiła.

Jednym z najtrudniejszych momentów była rozmowa z rodzicami. Nie zaakceptowali oni decyzji córki i przyjęli ją z dużym bólem. Jak wspominała zakonnica, w domu pojawiło się wiele napięcia i emocji. – Kiedy wyjeżdżałam do zgromadzenia, każde z rodziców się ze mną pożegnało, ale w atmosferze przekonania, że robię im najgorszą rzecz w życiu – opowiadała. Dużym wsparciem okazała się natomiast młodsza siostra, która mimo zaskoczenia powiedziała jej jedno zdanie: „Jeżeli masz być szczęśliwa, to idź”.

Kluczową rolę w rozeznawaniu powołania odegrało dla niej życie duchowe. Jak podkreślała, ogromne znaczenie miała regularna spowiedź, która pozwoliła jej uporządkować własne życie i doświadczyć Bożego miłosierdzia.
– Spowiedź była dla mnie momentem, w którym doświadczałam, że Bóg naprawdę przebacza i przygarnia człowieka takim, jaki jest – przyznała.

Drugim ważnym filarem stało się Pismo Święte. Siostra Joanna wspominała, że kupiła swoją pierwszą Biblię w czasie promocji po Pierwszych Komuniach i do dziś z niej korzysta. W trudnych momentach życia wracała do konkretnych fragmentów, które pomagały jej odnaleźć sens i nadzieję. – W tej Biblii mam wiele pozakreślanych fragmentów. To były dla mnie „wersety ratunkowe”, które pomagały przetrwać trudne chwile – wyjaśniła.
Ważnym doświadczeniem na drodze powołania było także spotkanie wspólnoty modlitewnej Odnowy w Duchu Świętym, do której trafiła jeszcze jako studentka. Pierwsze spotkanie było dla niej zaskakujące i trudne do zrozumienia, ale to właśnie tam odnalazła duchowy dom i ludzi, którzy modlili się za nią oraz wspierali w decyzji o wstąpieniu do zgromadzenia.

S. Joanna opowiedziała także o codziennym życiu w klasztorze. Jak przyznała, nie jest ono wolne od trudności i kryzysów. Wspólnota, w której mieszka, liczy ponad 50 sióstr, co samo w sobie bywa wyzwaniem. Mimo to nie ma wątpliwości co do swojej drogi.
– Jestem trzynasty rok w zgromadzeniu i jedno się nie zmieniło: mam poczucie, że jestem na swoim miejscu i że jestem szczęśliwa jako albertynka – podkreśliła.
Zakonnica mówiła o doświadczeniu samotności oraz o wyrzeczeniach związanych z życiem konsekrowanym, w tym o rezygnacji z macierzyństwa. Przyznała, że takie momenty wymagają zmierzenia się z własnymi emocjami i bólem. – Nie wszystko da się zagłuszyć czy przeczekać. Niektóre rzeczy trzeba po prostu przeżyć i wyboleć – zaznaczyła.

Jednocześnie wskazywała, że w chwilach kryzysu największym wsparciem jest modlitwa przed Najświętszym Sakramentem oraz rozmowa z drugim człowiekiem – współsiostrą, spowiednikiem czy przełożoną.
Na zakończenie spotkania s. Joanna zwróciła się szczególnie do młodych ludzi, zachęcając ich do odwagi w poszukiwaniu własnej drogi życia.
– Wiem, że jesteście w Kościele i że macie wiele pomysłów na to, jaki mógłby on być. Widzę w was potencjał, aby Kościół rozwijał się i w pewien sposób wyglądał inaczej niż dziś – po prostu żył waszą obecnością. Oczywiście ktoś mógłby powiedzieć, że młodych jest mniej albo że nie zawsze widać ich na zwykłych niedzielnych Mszach parafialnych. Myślę jednak, że jest to zjawisko bardzo złożone. Dotyka wielu kwestii: sposobu, w jaki w rodzinach przekazuje się wiarę i modlitwę, roli kapłanów, ale też zmieniającego się świata, stylu życia oraz wpływu mediów społecznościowych. Nie znam jednej prostej odpowiedzi na pytanie, dlaczego jest tak, jak jest. Widzę jednak jedno – wy jesteście. I, jak słyszałam od księży, jesteście tutaj nie dlatego, że musicie, ale dlatego, że chcecie. To dla mnie ogromna radość, bo młody człowiek w Kościele zawsze jest powodem do nadziei – stwierdziła.
Podkreśliła również, że rozeznawanie powołania nie polega na logicznym wyliczeniu wszystkich argumentów, lecz na uważnym słuchaniu Boga i własnego serca. – Pan Bóg nigdy nie zmusza człowieka. Zawsze zostawia wolność – dodała.

Spotkanie zakończyło się adoracją Najświętszego Sakramentu, która dla wielu uczestników stała się szczególnym momentem osobistego spotkania z Bogiem. O swoim doświadczeniu opowiedziała jedna z uczestniczek wydarzenia, Zuzanna.
– To było coś, na co naprawdę warto pójść i przekonać się, jak Bóg działa w życiu innych osób, ale przede wszystkim w moim życiu. Wysłuchałam dwóch świadectw, których naprawdę przyjemnie się słuchało. I oczywiście adoracja, która dała mi ogromne poczucie tego, że nie jestem sama. Życie nabrało większego sensu. To było przeżycie tak cudowne, że nie da się go tak po prostu opisać. Najpiękniejsze było to, że mimo obecności wielu kolegów i koleżanek byłam pewna, że jest ze mną ktoś jeszcze. Ktoś bardzo ważny. Ktoś, kto zna mnie lepiej niż moja własna mama. Klęcząc przed Najświętszym Sakramentem czułam w sercu, jak ten ktoś chce mi powiedzieć: ‘Dobrze, że jesteś’. Czułam, jakby właśnie na mnie czekał. W pewnym momencie polały się łzy wzruszenia. Czułam ogromną radość. On czekał na każdego z nas. Nigdy nie zapomnę tego przeżycia – zwierzyła się.
Tekst i foto – przy współpracy Kacpra Wójcika
















