Gdy zabraknie paliwa – wołaj Jezusa – medytacja ks. Studenskiego na Niedzielę Miłosierdzia

  • 10 kwietnia 2026, Robert Karp

Na 2. Niedzielę Wielkanocną, przeżywaną w Kościele jako Niedziela Miłosierdzia Bożego, ks. Marek Studenski zaproponował medytację o potrzebie zaufania Jezusowi i doświadczeniu Jego miłosierdzia w sytuacjach ludzkiej słabości.

Punktem wyjścia stało się osobiste doświadczenie kapłana z liturgii Wielkiego Czwartku w parafii św. Macieja w Andrychowie. Po Eucharystii księża otrzymali od ministrantów symboliczne upominki – małe samochodziki. – Każdy z nas jest jak taki samochód, który potrzebuje paliwa. Tym paliwem jest nasza relacja z Jezusem – brzmiało przesłanie, które szczególnie zapadło mu w pamięć. Jak podkreślił, ten prosty znak stał się dla niego codziennym przypomnieniem, że bez Chrystusa „nie pojedzie dalej”.

Kapłan postawił jednak ważne pytanie: co zrobić, gdy to „paliwo” się wyczerpie – przez grzech, zaniedbanie czy duchowe wypalenie? – Nie pozostaje nic innego, jak wołać o pomoc – skonstatował. W przeciwieństwie do samochodu, który potrzebuje pomocy drogowej, człowiek może zawsze zwrócić się do Jezusa. To właśnie doświadczenie ratunku nazwał istotą Bożego Miłosierdzia.

Rozwijając tę myśl, ks. Studenski przywołał historię opisaną przez Amedeo Cenciniego w książce „Ułaskawiony łotr”. Opowiada ona o księdzu Luigim – młodym, zdolnym kapłanie, który po poważnym upadku odszedł z kapłaństwa. Po latach, poruszony wewnętrznie, wrócił i poprosił biskupa o ponowne przyjęcie. Otrzymał najmniejszą parafię na peryferiach diecezji, co wywołało zgorszenie u tych, którzy bardziej cenili surową sprawiedliwość niż miłosierdzie.

To właśnie tam zaczęli przychodzić ludzie poranieni – także księża przeżywający kryzysy. Luigi nie dawał im gotowych odpowiedzi. Opowiadał swoją historię grzechu i podniesienia przez Boga. – Ten, kto sam doświadczył miłosierdzia, może prowadzić innych – podkreślił ks. Studenski. Przywołując słowa Cenciniego, zauważył, że kapłan stał się „ostatnim”, aby mogli do niego przychodzić „przedostatni”.

W medytacji pojawiło się odniesienie do powieści „Upadek” Alberta Camusa. Jej bohater – pozornie szlachetny adwokat – odkrywa własną hipokryzję po tym, jak nie pomaga kobiecie skaczącej do Sekwany. Zamiast nawrócenia wybiera jednak cynizm i osądzanie innych. Ks. Studenski zestawił tę postawę z chrześcijańskim doświadczeniem miłosierdzia, wskazując, że świadomość własnego grzechu może prowadzić albo do zamknięcia i osądu, albo do pokory i otwarcia na Boga.

Wskazał na duchowość Faustyny Kowalskiej, która ukazywała Boże Miłosierdzie jako ocean, wobec którego ludzkie grzechy są jedynie kroplą. Ten obraz kapłan zestawia z wizją „zamkniętych kanałów” – metaforą świata bez nadziei, w którym człowiek pozostaje uwięziony w swoich słabościach.

Kapłan podjął również polemikę z intuicją Camusa, który twierdził, że czas miłosierdzia w historii trwał zaledwie kilka lat – w okresie działalności Jezusa. – Ta historia trwa nadal – podkreślił ks. Studenski. – „My jesteśmy jej uczestnikami i beneficjentami”.