Ks. Studenski o lekarzu, który odzyskał życie i został misjonarzem
Niezwykłą historię lekarza i kapłana, którego życie odmieniło doświadczenie bliskie śmierci, przywołuje w najnowszej wielkopostnej medytacji na 4. Niedzielę Wielkiego Postu ks. Marek Studenski. W refleksji nawiązującej do Ewangelii o uzdrowieniu niewidomego od urodzenia (J 9,1-41) kapłan przypomina postać polskiego okulisty i misjonarza Wacława Szuniewicza, dziś kandydata na ołtarze.
Jak opowiada ks. Studenski, na początku XX wieku Szuniewicz był już uznanym lekarzem z własną praktyką. W pewnym momencie zaraził się jednak tyfusem i zapadł w długotrwałą śpiączkę. Przez 22 dni pozostawał nieprzytomny, a lekarze nie dawali mu praktycznie żadnych szans na przeżycie. Niespodziewanie odzyskał przytomność, gdy – jak sam relacjonował – po wielu dniach spadł z łóżka.
Po wybudzeniu opowiadał o doświadczeniu, które głęboko odmieniło jego życie. Mówił, że w czasie nieprzytomności stanął przed sądem Bożym. W wizji zobaczył swoich bliskich – rodziców i ciotkę zakonnicę – a Jezus Chrystus zapytał ich, wskazując na niego: „Czy znacie tego człowieka?”. Wszyscy odpowiedzieli: „Nie znamy go”. Wtedy – jak relacjonował lekarz – Jezus powiedział do niego: „Wracaj na ziemię, aby cię rozpoznano”.
Po powrocie do zdrowia Szuniewicz najpierw udał się do kościoła, przystąpił do spowiedzi i sakramentów. Wkrótce jego życie przybrało zupełnie nowy kierunek. Wezwany kiedyś do klasztoru jako lekarz, pozostał tam już na zawsze – wstąpił do zgromadzenia misjonarzy i przyjął święcenia kapłańskie.
Rozpoczął się wówczas niezwykły etap jego działalności. Jako misjonarz wyjechał do Chin, gdzie jako okulista założył niewielki, piętnastołóżkowy szpital. Placówka szybko się rozrosła i wkrótce liczyła już sto łóżek. Lekarz opracował nowatorskie metody operacyjnego leczenia astygmatyzmu oraz zaćmy. Przeprowadzał nawet 35 operacji dziennie, a w jednym roku zoperował około 800 przypadków katarakty.
Placówki medyczne, które zakładał, w ciągu jednego roku przyjęły i wyleczyły ponad 150 tysięcy pacjentów. Co niezwykłe, wiele operacji wykonywano w bardzo trudnych warunkach, często bez pełnej aseptyki, a mimo to kończyły się powodzeniem.
Misjonarską pracę w Chinach przerwały prześladowania Kościoła po dojściu do władzy komunistów. Szuniewicz wyjechał wówczas do Stanów Zjednoczonych i pracował m.in. naukowo na Yale University. Sam jednak przyznał, że klimat życia w Ameryce mu nie odpowiadał. Mówił, że nadmierny komfort i wysoka stopa życia prowadzą do duchowej pustki.
Dlatego wyjechał do Brazylii, gdzie – jak przypomina ks. Studenski – przez kolejne dziesięć lat służył jako lekarz i kapłan wśród ludzi, aż do swojej śmierci.
Kapłan przywołuje także słowa Szuniewicza, które tłumaczą, dlaczego nie zrezygnował z pracy okulisty po przyjęciu kapłaństwa. Jak mówił, gdy człowiek odzyskuje wzrok i zaczyna widzieć światło, kolory i piękno świata, w krótkim czasie mogą otworzyć się również oczy jego duszy na Boga.
W medytacji pojawiają się również inne przykłady pokazujące, że utrata wzroku czy choroba nie zawsze oznaczają życiową porażkę. Ks. Studenski przywołuje m.in. historię włoskiego tenora Andrei Bocelliego, który mimo utraty wzroku stał się jednym z najbardziej znanych śpiewaków świata i publicznie mówi o swojej wierze.
Kapłan nawiązuje także do świadectwa św. Jana z Dukli, który pod koniec życia niemal niewidomy docierał do konfesjonału, stając się jednym z najbardziej cenionych spowiedników swoich czasów.
Jak podkreśla ks. Studenski, Ewangelia o uzdrowieniu niewidomego pokazuje, że Jezus nie tylko przywraca wzrok ciała, ale przede wszystkim otwiera oczy duszy. Człowiek uzdrowiony przez Chrystusa rozpoznaje w Nim Syna Bożego i oddaje Mu pokłon.
Na zakończenie kapłan zachęca, by w czasie Wielkiego Postu nauczyć się patrzeć głębiej – nie tylko oczami ciała, ale także sercem i wiarą. Jak mówi, czasem dopiero doświadczenia trudne lub bolesne pomagają człowiekowi zobaczyć to, co naprawdę najważniejsze.