Światowy Dzień Chorego w Andrychowie pod znakiem mocy cierpienia i nadziei
Pod hasłem „Współczucie Samarytanina: kochać, niosąc cierpienie drugiego człowieka” w parafii św. Macieja w Andrychowie obchodzono 11 lutego 2026 r. Światowy Dzień Chorego. Uroczystej Eucharystii przed cudownym obrazem Matki Bożej Różańcowej, Pani Andrychowskiej, przewodniczył wikariusz generalny diecezji bielsko-żywieckiej ks. Marek Studenski.
Wszystkich zgromadzonych – chorych, osoby starsze, ich rodziny oraz duszpasterzy – powitał proboszcz parafii św. Macieja ks. Tomasz Bieniek. W sposób szczególny wyraził wdzięczność za obecność ks. Marka Studenskiego oraz kapłanów dekanatu andrychowskiego: dziekana ks. Jana Figury, wicedziekana ks. Piotra Liptaka z Inwałdu, ks. Dariusza Mależyny z Targanic, ks. Marcina Bytomskiego z Wieprza oraz ks. Stanisława Skrzypca z Sułkowic-Łęgu.

Ks. Bieniek podkreślił duchową łączność z biskupem Romanem Pindlem, który w specjalnym słowie do chorych poprosił, aby swoje modlitwy i cierpienia ofiarowali w intencji nowych powołań kapłańskich. „Wasze świadectwo życia może być siłą dla innych” – napisał pasterz diecezji, zachęcając, by przynajmniej raz w tygodniu – na przykład w czwartek – ofiarować modlitwę, Różaniec, koronkę do Bożego Miłosierdzia czy Komunię św. w intencji młodych rozeznających drogę kapłaństwa.
W kazaniu ks. Marek Studenski zwrócił się bezpośrednio do chorych i cierpiących, dziękując im za obecność i świadectwo wiary. Przytoczył historię małego chłopca, który trafił do szpitala z powodu napęczniałej w nosie fasolki. Po modlitwie rodziców do św. Jana Pawła II dziecko zaczęło intensywnie kichać i ciało obce samo wypadło. – Rodzice wiedzieli, że to nie było szczęście, ale wysłuchana modlitwa – wyjaśnił kaznodzieja.

Jednocześnie zaznaczył, że nie każda modlitwa kończy się natychmiastowym uzdrowieniem. – Gdyby tak było, nie byłoby ciężkich chorób. Tymczasem w modlitwie na początku Mszy św. słyszeliśmy o „tajemniczej wartości cierpienia”. My nie wiemy dlaczego, ale cierpienie ma sens – podkreślił.
Duchowny podjął refleksję nad cierpieniem św. Jana Pawła II. Ks. Studenski przypomniał zamach z 1981 roku, ciężkie powikłania zdrowotne, operacje, chorobę Parkinsona, która stopniowo odbierała papieżowi sprawność, mowę i ekspresję twarzy.
– Według ludzkiej logiki papież, który ma największą odpowiedzialność za Kościół, powinien cieszyć się najlepszym zdrowiem. A jednak Pan Bóg dopuścił cierpienie. I Jan Paweł II uczynił z niego narzędzie apostolstwa – zaakcentował.

Przywołał scenę, gdy papież – już schorowany – objął młodego człowieka na wózku inwalidzkim. – Ten chłopak wiedział, że ma przed sobą nie tylko kogoś, kto mówi o cierpieniu, ale kogoś, kto sam cierpi – zaznaczył.
Kaznodzieja przypomniał również historię kard. Andrzeja Marii Deskura, który trzy dni przed wyborem Karola Wojtyły na papieża doznał udaru. Jan Paweł II odwiedził go tuż po konklawe i powiedział: „Teraz już wiesz, jaka jest twoja misja w Kościele”. – Papież widział w cierpieniu nie przypadek, lecz powołanie – podkreślił ks. Studenski.
Wikariusz generalny zachęcił, by nie zmarnować cierpienia. – Może się kiedyś okaże, że modlitwa starszej, przykutej do łóżka kobiety przechyliła szalę dziejów i uchroniła świat przed wojną – mówił, nawiązując do słów usłyszanych w dzieciństwie.

Odwołując się do przypowieści o miłosiernym Samarytaninie oraz obrazu Vincenta van Gogha, namalowanego w czasie jego pobytu w szpitalu psychiatrycznym, zauważył, że choroba „ogołaca” człowieka z tego, co nieistotne. – Pudło jest puste. To, co wydawało się skarbem, przestaje mieć znaczenie. Zostaje Bóg – tłumaczył.
Kaznodzieja podziękował wszystkim, którzy przyprowadzili chorych do kościoła, nazywając ich współczesnymi samarytanami. Wspomniał również osobiste świadectwo swojego ojca, który przez lata opiekował się ciężko chorą żoną. – Bycie samarytaninem to miłość, ale i poświęcenie – zauważył.

Opowiedział także o katechetce z diecezji, która mimo podeszłego wieku i ograniczeń zdrowotnych dzwoniła regularnie do kilkudziesięciu chorych, prosząc ich o modlitwę i dodając im otuchy. – Jeśli ktoś chce, zawsze może być samarytaninem – podkreślił.
Ważnym elementem uroczystości było udzielenie sakramentu namaszczenia chorych. Ks. Studenski zachęcał, by nie traktować go jako zapowiedzi śmierci. – To sakrament umocnienia. Bóg niech cię wspomoże łaską Ducha Świętego i łaskawie podźwignie – przypomniał słowa obrzędu.
Po Eucharystii sprawowano nabożeństwo lourdzkie, a następnie odbyła się wspólna agapa przygotowana przez parafian. Osoby, które nie mogły przybyć do kościoła, łączyły się duchowo poprzez transmisję Radia „Anioł Beskidów”.
fot. Marian Szpak





















