Szymon Babuchowski: Chris Rea szukał Boga w drodze

  • 2 marca 2026, Robert Karp

Chris Rea był dość powściągliwy w mówieniu o swojej wierze, ale szukał Boga w drodze. Zwłaszcza z jego późnej twórczości można wyczytać przekonanie, że po śmierci powróci do „domu”. Przeczuwał, że prawdziwy dom nie jest do końca na tym świecie – uważa Szymon Babuchowski, poeta, publicysta i autor pierwszej w Polsce biografii brytyjskiego artysty, który zmarł 22 grudnia 2025 r. Dziennikarz „Gościa Niedzielnego” w kameralnej przestrzeni kawiarni „Imbryk” w Bielsku-Białej zaśpiewał piosenki Chrisa Rei w autorskich tłumaczeniach. Towarzyszył mu na gitarze Patryk Filipowicz. Autor biografii czytał obszerne fragmenty swojej książki, przybliżając słuchaczom duchowy i rodzinny portret brytyjskiego gitarzysty i kompozytora. Nie zabrakło także wierszy z najnowszego tomu Babuchowskiego „Popiół i róż”.

Zdaniem dziennikarza, Rea był wewnętrznie rozdarty. „Kiedy jestem w domu, czuję niepokój, bo chcę się z niego wyrwać, podróżować i występować. Ale kiedy jestem już w trasie, natychmiast ogarnia mnie rozdzierające serce uczucie tęsknoty za ciepłym gniazdem, moim domem i moją rodziną” – cytował jego zwierzenia przytoczone w książce. Przybliżył także artystę jako człowieka, który o swojej wierze rzadko mówił publicznie. W obliczu choroby muzyk instynktownie zaczął myśleć o Bogu, ale też przyznał, że wcześniej „nigdy nie miał z religią bliskiej relacji”. To bardzo charakterystyczne: nie ateizm, lecz dystans; nie odrzucenie, lecz niepewność.

Babuchowski podkreślił, że w jego piosenkach widać jednak coś więcej – spór ze Stwórcą, próbę zrozumienia tego, co spotyka człowieka w wymiarze duchowym.

Operacja i realna perspektywa śmierci stały się dla Rei swoistym momentem oczyszczenia. Przed wejściem na salę operacyjną pomyślał: „Nigdy nie nagrałem płyty takiej, jaką chciałem nagrać”. Owocem tego doświadczenia był – jak przypomina publicysta – album „Stony Road”. Był on powrotem do bluesa, który sam artysta określał jako jedyną formę zdolną unieść tonację smutku. Blues w jego wydaniu stał się oryginalną modlitwą – surową, ale szczerą.

Jak wyjaśnia Babuchowski, duchowość Rei realizowała się przede wszystkim w relacjach: w małżeństwie trwającym od młodości, w czułości wobec córek, w zwyczajnym porannym piciu kawy.

Biograf zauważa, że w wielu tekstach autora „Road to Hell” widać niepokój wobec świata konsumpcji, pustej ambicji i bezdusznego systemu. Przyznaje, że choć Rea rzadko mówił wprost o niebie, w jego tekstach wyczuwalne było przeczucie, iż życie nie wyczerpuje się w doczesności.

Chris Rea (ur. 4 marca 1951 w Middlesbrough w Anglii – zm. 22 grudnia 2025) był angielskim gitarzystą, wokalistą i autorem piosenek, który zdobył międzynarodową sławę jako twórca charakterystycznych utworów łączących rock, blues i soulową wrażliwość. Rea zasłynął przede wszystkim z takich przebojów jak „The Road to Hell”, „On the Beach”, „Josephine” oraz popularnej świątecznej piosenki „Driving Home for Christmas”, która z czasem stała się stałym elementem świątecznych list przebojów w wielu krajach.

Pochodził z rodziny o włosko-irlandzkich korzeniach. Zanim w pełni poświęcił się muzyce, pomagał w rodzinnej lodziarni i wykonywał różne prace dorywcze. Po gitarę sięgnął stosunkowo późno – dopiero w wieku około 20 lat – ale szybko opanował technikę, która stała się znakiem rozpoznawczym jego stylu, zwłaszcza grę slide guitar.

Karierę solową rozpoczął w latach 70. i wkrótce zdobył uznanie dzięki singlowi „Fool (If You Think It’s Over)”, który przyniósł mu pierwsze międzynarodowe sukcesy i nominację do nagrody Grammy. Przez kolejne dekady nagrywał albumy, zyskując zarówno komercyjny sukces, jak i lojalną bazę fanów. Jego płyty „The Road to Hell” (1989) i „Auberge” (1991) osiągnęły szczyty brytyjskich list sprzedaży, a całkowita sprzedaż jego albumów przekroczyła kilkadziesiąt milionów egzemplarzy na całym świecie.

Rea zmagał się przez lata z poważnymi problemami zdrowotnymi. We wczesnych latach XXI wieku przeszedł skomplikowaną operację trzustki po diagnozie raka, w wyniku której stracił trzustkę i musiał przez resztę życia przyjmować insulinę. Później przeszedł udar mózgu, który częściowo wpłynął na jego zdolność mówienia i grania, lecz wrócił do działalności artystycznej mimo tych trudności.