„W życiowym pożarze może narodzić się wielka wiara” – medytacja ks. Marka Studenskiego
„To, co mogłoby nas zniszczyć, może stać się pożarem życiowym, w którym rozwinie się nasza wiara” – zauważył ks. Marek Studenski w najnowszej medytacji na 20. niedzielę zwykłą, 16 sierpnia 2026 r. Duchowny komentuje Ewangelię o kobiecie kananejskiej i wskazuje, że trudne doświadczenia mogą stać się przestrzenią dojrzewania wiary, jeśli człowiek nie zamknie się w nich na Boga.
Ks. Studenski przytoczył przykład niezwykłych sosen rosnących w Ameryce Północnej. Niektóre z nich potrzebują skrajnie trudnych warunków, a nawet pożaru, aby otworzyć szyszki i uwolnić nasiona. Mogą one czekać na taki moment nawet kilkadziesiąt lat.
„Niesamowita rzecz – żeby wydać owoc, musi być pożar” – zauważył kapłan, odnosząc ten obraz do ludzkiego życia. Jego zdaniem podobny mechanizm można dostrzec w historii kananejskiej kobiety z Ewangelii. Jej świat się zawalił, ponieważ córka była ciężko dręczona przez złego ducha. Kobieta przychodzi do Jezusa i błaga o pomoc, ale spotyka się z pozorną obojętnością i trudnymi słowami.
Nie zniechęca się jednak. Z pokorą odpowiada Jezusowi, wykorzystując obraz okruchów spadających ze stołu, z których korzystają domowe pieski. Wtedy Chrystus wskazuje na jej wielką wiarę i uzdrawia córkę.
Ks. Studenski podkreślił, że właśnie w tej scenie widać, iż trudna rozmowa kobiety z Jezusem służyła dojrzewaniu i ukazaniu jej wiary. Zwrócił też uwagę, że słowo użyte w Ewangelii na określenie „psów” oznacza raczej domowe szczenięta, a nie obelżywe określenie człowieka.
Kaznodzieja przypomniał, że Jezus tylko dwa razy w Ewangeliach mówi o czyjejś „wielkiej wierze” – właśnie o kobiecie kananejskiej oraz o rzymskim setniku. W obu przypadkach chodziło o pogan. Apostołom natomiast wielokrotnie zarzucał małą wiarę.
„Bardzo często upały życiowe, trudne doświadczenia, cierpienia są okazją, żeby rozwinęła się nasza wiara” – przekonywał ks. Studenski. Jak zaznaczył, jeśli człowiek otworzy się w takich chwilach na obecność i działanie Boga, doświadczenie, które mogłoby go zniszczyć, może stać się miejscem duchowego wzrostu i przynieść owoce.
Przykładem takiej wytrwałej wiary duchowny uczynił św. Monikę, matkę św. Augustyna. Przez lata modliła się o nawrócenie syna, który prowadził życie dalekie od Ewangelii i związał się z manicheizmem. Ks. Studenski przywołał scenę z „Wyznań”, w której Monika prosi biskupa o rozmowę z Augustynem. Duchowny początkowo odmawia, przekonując, że jej syn musi sam dojrzeć do nawrócenia. Widząc jednak łzy matki, stwierdza, że „nie może się nie nawrócić syn takich łez”.
Monika doczekała się nawrócenia Augustyna. Umierając w Ostii, nie przywiązywała znaczenia do miejsca pochówku. Prosiła jedynie swoich synów, by wspominali ją przy ołtarzu Pańskim.
Kolejnym przykładem wytrwałości i pokory była dla ks. Studenskiego św. Katarzyna ze Sieny. Ta prosta kobieta odegrała ogromną rolę w dziejach Kościoła, przyczyniając się do powrotu papieży z Awinionu do Rzymu. W swoich listach do papieża Grzegorza XI była jednocześnie niezwykle stanowcza i pełna pokory, nazywając go „swoim słodkim tatusiem”.
„Z jednej strony jest nieustępliwa, twarda jak kowadło, nie daje za wygraną, a z drugiej strony nazywa Ojca Świętego swoim słodkim tatusiem” – zauważył kapłan. W jego ocenie prawdziwych reformatorów Kościoła – takich jak św. Katarzyna ze Sieny, św. Franciszek czy św. Faustyna – łączyła autentyczna pokora.
Ks. Studenski przywołał także postać średniowiecznego benedyktyna Hermana z Reichenau, nazywanego „Kaleką” lub „Sparaliżowanym”. Mimo poważnej niepełnosprawności był uczonym, poetą, muzykiem i konstruktorem. Tradycja przypisuje mu hymn „Witaj, Królowo, Matko Miłosierdzia”. Duchowny zwrócił uwagę na szczególną wymowę słów hymnu w ustach człowieka, który pod koniec życia stracił wzrok.
„Kiedy oczy fizyczne się zamykają, kiedy człowiek natrafia na życiowe przeszkody – otwierają się oczy duszy i człowiek widzi więcej, patrzy głębiej” – wskazał ks. Studenski.
Na koniec kapłan zachęcił, by na życiowe kryzysy i cierpienia spojrzeć nie tylko jako na zagrożenie, ale także jako na możliwość głębszego spotkania z Bogiem. Kobieta kananejska, św. Monika, św. Katarzyna ze Sieny i Herman z Reichenau pokazują, że wiara może dojrzewać właśnie w warunkach próby.
„To, co mogłoby nas zniszczyć, staje się tym pożarem życiowym, w którym, jak w przypadku tych sosen kalifornijskich, może rozwinąć się nasza wiara. Nasze życie może dać owoce” – podkreślił ks. Marek Studenski.