Koraliki z Chelopoy

  • 13 marca 2026, Robert Karp

Od kiedy przyjechałam do Kenii jako świecka misjonarka kombonianka, każdego dnia odkrywam małe historie zwykłych ludzi, które okazują się niezwykłe. Jedną z takich opowieści piszą kobiety w Chelopoy – małej miejscowości w regionie West Pokot, gdzie przebywam na misję. Ich dłonie tworzą coś, co na pierwszy rzut oka wygląda jak zwykłe koraliki, ale w rzeczywistości niesie modlitwę, nadzieję i marzenia o lepszej przyszłości.

W Chelopoy kobiety często siedzą przed swoimi chatkami. Dopiero gdy podejdzie się bliżej, widać, że w ich dłoniach coś powstaje. Małe koraliki przesuwają się między palcami. W plastikowych miskach leżą koraliki w różnych kolorach: czerwone, białe, niebieskie i zielone. Obok leży cienka nitka i małe krzyżyki. Z tych drobnych elementów powstają różańce.

Na początku siedzę trochę z boku i patrzę, jak pracują. Ich ruchy są spokojne i powtarzalne – jakby robiły to od zawsze. Nawlekają koraliki i wiążą węzły między kolejnymi dziesiątkami różańca. Rozmawiamy o zwyczajnych rzeczach – o dzieciach, o pogodzie, o tym, czy w tym roku będzie więcej deszczu.

Jedna z kobiet opowiada mi, że przez większość życia nie miała własnych pieniędzy. Jeśli potrzebowała czegoś dla dzieci prosiła męża. Tak wygląda tradycja w kulturze plemienia Pokot. Kiedy pierwszy raz sprzedała swoje koraliki, mogła kupić część szkolnej wyprawki dla dzieci. Nie było to dużo, ale było dla niej bardzo ważne.

Obok siedziała młodsza kobieta. Pracowała bardzo szybko, prawie nie patrząc na dłonie. Koraliki nawlekała jeden po drugim. Kiedy zapytałam ją, dlaczego zaczęła robić różańce, odpowiedziała krótko: dla szkoły.

Wyjaśniła, że kiedy uda się sprzedać kilka różańców, odkłada pieniądze na zeszyty i szkolne rzeczy, ubrania dla dzieci. W tej części Kenii nawet małe pieniądze mogą bardzo pomóc w edukacji.

W kolejnej chatce mieszka młoda kobieta. Na początku – jak sama mówi – wszystko jej się plątało. Żyłka się skręcała, koraliki spadały, wzory się myliły. Śmieje się, kiedy o tym opowiada.

Siedząc z nimi, zauważyłam coś jeszcze. Ta praca nie jest tylko sposobem na zarobek. To czas, kiedy kobiety mogą spotkać się ze sobą, porozmawiać, pośmiać się i poczuć wspólnotę.

Dlatego zapraszamy je również do naszego misyjnego domu. Wspólnie się modlimy i rozmawiamy. Spotykamy się zazwyczaj we wtorki po południu. Siadamy przed domem, dzieci bawią się obok, a kobiety powoli nawlekają kolejne koraliki. Kiedy słońce zaczyna zachodzić, kobiety wracają do swoich domów, by przygotować kolację dla dzieci, a później w ciszy wieczoru wykonać kolejne różańce. Tak często wygląda życie kobiet w Chelopoy i okolicznych wioskach.

Różaniec mieści się w dłoni. Jest mały i lekki. Ale dla tych kobiet oznacza coś więcej: trochę pieniędzy na jedzenie, zeszyty dla dzieci, małą nadzieję na lepszą przyszłość.

Ponadto ich praca służy całej kościelnej wspólnocie. Dzięki funduszom zdobytym ze sprzedaży różańców w Chelopoy odmalowano wnętrze kościoła. Obecnie planowane jest wykonanie ogrodzenia wokół parafii. Co więcej, dzięki wsparciu mam wykonujących różańce, w grudniu 2025 roku młodzież mogła wyjechać na weekendowe rekolekcje do Lodwar.

Różańce wykonywane przez kobiety z West Pokot trafiają również do Polski – do Zgromadzenia Misjonarzy Kombonianów w Krakowie. Osoby zainteresowane mogą je nabyć poprzez kontakt mailowy: rozanieczkenii@gmail.com.

Każdy z tych różańców niesie ze sobą coś więcej niż tylko koraliki połączone sznurkiem. Niesie historię miejsca, w którym powstał – historię kobiet z West Pokot, ich pracy, modlitwy i nadziei.

Misja w Chelopoy uczy mnie każdego dnia, że wielkie rzeczy często rodzą się z małych gestów: z rozmowy, modlitwy, wspólnej pracy czy chwili poświęconej drugiemu człowiekowi. Misja to przede wszystkim bycie razem.

Dziękuję wszystkim, którzy pragną wesprzeć tę małą, misyjną społeczność.

Jeśli chciałbyś się ze mną skontaktować, będzie mi bardzo miło. Można napisać na adres: tobiasiewicziza@gmail.com.

Izabela Tobiasiewicz
świecka misjonarka kombonianka
Chelopoy, Kenia